Czasami bywa tak, że widzicie kogoś pierwszy raz w życiu na oczy i już wiecie, że jest to ta osoba, z którą możecie gadać i gadać bez przerwy, tematy się nie kończą i macie wrażenie, że to jest kolejne spotkanie starych znajomych. Macie tak czasami? Ja miewam takie sytuacje. Tak właśnie było na pierwszym spotkaniu z Olą i Marcinem. Jak się później okazało umówili się ze mną na spotkanie, bo zostałem polecony na ich fotografa ślubnego niezależnie przez świadkową i świadka, którzy nie mieli ze sobą nic wspólnego:) Przypadek? Nie sądzę!
I tak oto zaczęła się moja współpraca. W takich chwilach już wiem, że materiał będzie na najwyższym poziomie, bo jednym z wyznaczników pomyślnej współpracy na linii fotograf- Para Młoda jest „chemia”. To niewidoczne, ale wyczuwalne w każdym momencie uczucie, to już połowa sukcesu:) Na drugi plan wtedy schodzi lokalizacja, nie ma znaczenia, czy to będzie ślub w remizie czy w pałacu, bo jest to niewidzialne „coś” co decyduje, że jestem spokojny o efekt finalny współpracy.
Na miejsce zaślubin Ola z Marcinem wybrali Kościół Rzymskokatolicki Pw. św. Jana Chrzciciela w Szczecinie. To ten niepozorny kościół z pięknym niebieskim sufitem w gwiazdy:) Za każdym razem i na każdym kościół robi niezłe wrażenie, choć na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym specjalnym.
Lubię, kiedy Para Młoda ma wspólne pasje, zainteresowania, które można przemycić w trakcie sesji. I tak oto Ola i Marcin, są m.in. miłośnikami kawy. Tak więc oczywistym było, że chociaż część sesji musi się odbyć w kawiarni. I to nie byle jakiej, bo w Alternatywnie Specjalty Coffee .
Jest to kawiarnia prowadzona przez 100% pasjonatów, tam nie ma miejsca na kompromisy. Profesjonalizm w najczystszej postaci 🙂 Dripy, chemexy, aeropressy to dla nich chleb powszedni. Ok, już koniec wywodów. Chciałem po prostu napisać, że idealnym miejscem na sesję ślubną, jest to miejsce, gdzie Wy czujecie się dobrze, swobodnie, czujecie się sobą i nie macie wrażenia, że robicie coś na siłę:) I niezależnie czy to będzie kawiarnia, las, łąka czy zatłoczone centrum miasta.
Kolejnym elementem naszej naturalnej sesji ślubnej były zdjęcia nad wodą. Specjalnie dla tego pomostu i tego co się znajdowało w okolicy jechaliśmy ponad 100 kilometrów. Moim zdaniem było warto, ale nie mi to oceniać:) Młodzi tak mówili, tak więc im wierzę na słowo.
Zapraszam do oglądania materiału z reportażu Oli i Marcina oraz ich naturalnej sesji ślubnej !
This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.
Moja przygoda z fotografią zaczęła się ponad 10 lat temu, kiedy to zainsteresowałem się lustrzanką mojego taty. Jedyne co chciałem to po prostu nauczyć się jej obsługi. Myślałem, że będzie to przelotny romans z fotografią, a nie moja wielka pasja, którą wciąż rozwijam i chcę to robić jak najlepiej.